Jak zarobić w internecie?

Na programach partnerskich polscy wydawcy stron internetowych mogą zarobić od kilkuset do kilku tysięcy złotych miesięcznie. Szanse na największe zyski daje polecaniu kredytów, a zarobek najłatwiejszy to uczestniczenie w sprzedaży książek - wynika z raportu serwisu Money.pl.
U kogo można zarobić?

Obecnie najwięcej partnerów w Polsce (ponad 15 tysięcy) ma serwis Bet-at-home.com zajmujący się zakładami bukmacherskimi. Na dalszych miejscach są: wydawnictwo Złote Myśli (ponad 10 tysięcy partnerów) oraz platforma aukcyjna Allegro.pl (ponad 5 tysięcy partnerów).

Inni popularni w Polsce organizatorzy programów partnerskich to: Lideria.pl, mBank.pl, Koszulki.com, Helion.pl i in. Wszyscy Inni potwierdzają skuteczność i opłacalność programów partnerskich choć niektórzy przyznają, że nie jest to lekki kawałek chleba.

Ile można zarobić?

Money.pl podaje, że sprzedając książki z oferty księgarni Lideria.pl średnio zarabia się około 200 złotych miesięcznie. Na doładowaniach kont telefonii internetowej partnerzy EasyCall zyskują średnio ponad 100 złotych. Sprzedawcy zabawek i gadżetów z Toys4Boys.pl mogą liczyć na kwoty 50-500 zł.

Rekordziści zarabiają znacznie więcej. Jeden z uczestników programu partnerskiego Bankier.pl sprzedał na swojej stronie wniosek kredytowy i zainkasował blisko 4 tysiące złotych prowizji. Najaktywniejsi partnerzy Allegro co miesiąc potrafią zainkasować nawet 20 tysięcy złotych.

http://di.com.pl/news/18482,2.html 

Polish emigration

The latest poll taken by the Government asked people who live in Ireland
if they think Polish immigration is a serious problem:
23% of respondents answered: Yes, it is a serious problem.
77% of respondents answered: Absolutnie żaden. To nie jest poważna kwestia.

O tworzeniu sztucznych podziałów

Kolega poprosił mnie:

“Jeśli mógłbyś - chciałbym znać Twoją opinię na temat tego artykułu
zamieszczonego w Tygodniku Powszechnym:

http://wiadomosci.onet.pl/1454609,240,zawodowcy,kioskart.html

A więc odpisuję na blogu.

Autorzy artykułu dzielą Opus Dei na dwa światy: “Są dwa Opus Dei. O jednym opowiadają jego członkowie. O drugim – jego przeciwnicy.”

Tymczasem jest jeszcze trzeci, najbogatszy ze światów Opus Dei. To świat chłopaków i dziewczyn, panów i pań, współpracowników i przyjaciół Opus Dei, którzy do Opus Dei nie należą, ale bynajmniej nie są jego przeciwnikami.

To trochę tak, jakbym chciał napisać artykuł o Kościele w Polsce i mówił, że z jednej strony są księża, a z drugiej ci, którzy nie lubią księży. A gdzie tu miejsce na ogromną większość pozostałych katolików?

Co więc uważam za nieuczciwe w tym artykule:

1) Za wszelką cenę stara się pokazać kontrowersyjność Opus Dei, która jest w Polsce chyba jedynie wirtualna. Po posiłki autorzy sięgają aż do Poznania, znajdując tu osobę, która - hurra! - już nie chodzi do Opus Dei. Czyli - przeciwnik Dzieła, jakiego szukaliśmy!

To nic, że w Poznaniu jest 100 innych osób, które w przeciwieństwie do tej jednej Opus Dei bardzo cenią. Czy to kogoś obchodzi?

Panie Przemysławie, nie mam do Pana najmniejszych pretensji. Ale na przyszłość proszę zadbać, by przy Pana wypowiedziach były też wypowiedzi co najmniej jednej z tych 100 osób.

2) Artykuł dyskredytuje kierownictwo duchowe. To wielki cios dla Kościoła. To nic, że do Opus dei na kierownictwo przychodzą - z własnej inicjatywy, żeby nie było wątpliwości - setki ludzi, którzy widać nie znaleźli takiej pomocy gdzie indziej.

Czy kierownictwo nie może dotyczyć rzeczy materialnych? Jeśli ktoś się kłóci z żoną, to oprócz rady: “Módl się więcej” na pewno ksiądz ma prawo radzić: “Kup jej kwiaty” albo coś w tym stylu. A jak na następnej rozmowie spyta, czy już układa się lepiej, to chyba nie jest to natrętne ingerowanie w życie osobiste drugiej osoby?

3) Artykuł nie próbuje zrozumieć Dzieła, a szkoda. Teraz gdy jakaś Mama będzie chciała posłać córkę na rekolekcje Opus Dei, może tego nie zrobi, bo przestraszy się czarnej wizji roztaczanej przez Tygodnik.

Czy taka jest misja prasy katolickiej w Polsce? Zapewniam, że o każdej parafii, każdej organizacji katolickiej w Polsce, można by napisać (niestety) coś złego, bo przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Ale czy nie warto wybaczyć innym i działać na rzecz porozumienia i jedności w Kościele, a nie tworzyć sztuczne podziały?

Polska prasa katolicka

Onet.pl, 29.11.2007Wchodzę dziś na onet.pl i czytam taką oto definicję Opus Dei: “dwie godziny druciany pas na udzie, raz w tygodniu biczowanie, wtedy jest mniej okazji do grzechu”.

I odsyłają mnie tu: http://tygodnik.onet.pl/1546,1454541,dzial.html

Cieszę się, że w naszym kraju mamy niezależne media, które dbają o uświadamianie nas. Po pierwsze Tygodnik (coraz mniej)Powszechny oraz Onet.pl. Pierwszy za wszelką cenę stara się ukazać mroczne oblicze organizacji, którą sam znam nie od dziś - tak nakazuje linia ich pisma? Drugi dokonuje niesamowicie obiektywnych skrótów.

Proponuję więc inne definicje, wzorowane na powyższej o Opus Dei:

  • Szkoła: “średnio 15 minut dzienne w toalecie”
  • Kraków: “pisz bez autoryzacji, wtedy lepsza sprzedaż”
  • komputer: “im mniej tym lepiej, mniej okazji do grzechu”

Jeśli tzw. lid pod tytułem na Onecie ma za zadanie streścić (opisać) artykuł, to chyba muszą jeszcze trochę nad tym popracować… :-)