Wchodzę dziś na onet.pl i czytam taką oto definicję Opus Dei: “dwie godziny druciany pas na udzie, raz w tygodniu biczowanie, wtedy jest mniej okazji do grzechu”.
I odsyłają mnie tu: http://tygodnik.onet.pl/1546,1454541,dzial.html
Cieszę się, że w naszym kraju mamy niezależne media, które dbają o uświadamianie nas. Po pierwsze Tygodnik (coraz mniej)Powszechny oraz Onet.pl. Pierwszy za wszelką cenę stara się ukazać mroczne oblicze organizacji, którą sam znam nie od dziś – tak nakazuje linia ich pisma? Drugi dokonuje niesamowicie obiektywnych skrótów.
Proponuję więc inne definicje, wzorowane na powyższej o Opus Dei:
- Szkoła: “średnio 15 minut dzienne w toalecie”
- Kraków: “pisz bez autoryzacji, wtedy lepsza sprzedaż”
- komputer: “im mniej tym lepiej, mniej okazji do grzechu”
Jeśli tzw. lid pod tytułem na Onecie ma za zadanie streścić (opisać) artykuł, to chyba muszą jeszcze trochę nad tym popracować…
Zamieszczony w: polska prasa
Ciekawy artykuł, ale trudno zrozumieć o co w nim chodzi. Co autor miał na myśli? Za dużo w nim uproszczeń i wymuszonych kontrastów:
zły porządek – dobra spontaniczność
szczerość w kierownictwie – swoboda postępowania
wybrani – zwyczajni
A przecież żadna z tych par nie zawiera sprzecznych pojęć.
Nie ma sensu, żeby pociągi jeździły spontanicznie, a ludzie pracuący z innymi ubierali się niechlujnie lub nie czesali włosów. Tak samo absurdem byłoby ignorowanie nieoczekiwanych potrzeb innych, ponieważ “to nie było w planie”.
Większość się pewnie zgodzi, że wobec lekarza warto być szczerym, ale ci sami ludzie nie poprą policyjnego nadzoru nad przestrzeganiem wypełniania jego zaleceń przez pacjentów.
W końcu wszyscy w jakimś sensie jesteśmy zwyczajni i wybrani. Każdy ma do spełnienia rolę, której nikt inny za niego nie odegra i każdy jest na tyle zwykły, że ta rola nie powinna go tremować.